Zaledwie trzy samorządy zdecydowały się przystąpić do rządowego programu przekształcania szpitali w spółki. Chętnych na przyszły rok jest również niewielu, bo samorządowcy boją się awantur przed wyborami - informuje dziennik Metro.
Zamość, Kielce i Starachowice - to samorządy, które jako pierwsze dostaną w tym roku pieniądze za przekształcenie podlegających im szpitali w spółki prawa handlowego. W sumie do ich kas trafi nieco ponad 12 mln zł. Uchwałę w tej sprawie Rada Ministrów miała podjąć wczoraj, ale przesunęła ją na przyszły tydzień. W rzeczywistości rząd nie płaci jednak za przekształcenie, tylko spłaca długi. Placówki w Kielcach i Starachowicach skomercjalizowano w 2006 roku, w Zamościu rok wcześniej.
Po zmianach szpital wciąż podlega samorządowi. Ale w przeciwieństwie do publicznej placówki, nie może się bezkarnie zadłużać, bo rozliczane z tego będą władze spółki. Szpital może też zarabiać np. poprzez badanie chorych popołudniami, ale za pieniądze.
Ogłoszony wiosną tzw. plan B miał być sposobem rządu na przekształcenie większości publicznych szpitali (jest ich ponad 700) w spółki. Ministerstwo zaproponowało samorządom pomoc w spłacie połowy szpitalnych długów w zamian za komercjalizację. Minister finansów obiecywał im, że otrzymają na to ponad miliard złotych.
Jeszcze latem resort zdrowia chwalił się, że skorzystać z tego chce ponad 80 samorządów, którym podlega niespełna sto szpitali. Dziś okazało się, że chociaż niektóre miasta przymierzają się do przekształceń (np. Kutno, Bytom), to plan B będzie realizowany w mocno okrojonej wersji.
- W ministerstwie analizujemy kilkanaście wniosków. Więcej nie ma, bo to trudny i żmudny proces, który wymaga czasu. A do tego zbliżają się wybory. Samorządowcy boją się, że ich przeciwnicy wykorzystają próby komercjalizacji szpitali w walce politycznej i będą straszyć prywatyzacją - ocenia Renata Jażdż-Zaleska, szefowa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Niepublicznych Szpitali Samorządowych, ekspert resortu ds. planu B.

