TELEMEDICUS.PL



"GW": Na wizytę do specjalisty poczekamy kilka miesięcy?

Wizyta u specjalisty za kilka miesięcy, a zabieg nawet po dwóch latach. To już nie absurdy, a norma publicznej służby zdrowia. - Chcę leczyć po ludzku, ale nie mogę - mówi szef największego szpitala w regionie. - To PR-owski chwyt dyrektorów - odpowiadają urzędnicy - czytamy w Gazecie Wyborczej.

Pani Małgorzata z Kielc poważny uraz stawu kolanowego miała w styczniu tego roku. - Upadłam, nie byłam w stanie sama przejść kilku metrów. Dobrze, że akurat w domu był syn i mógł zawieźć mnie do lekarza - opowiada. I tu zaczęły się schody.
- Jeździliśmy od przychodni do przychodni, wszędzie odmawiano mi pomocy. Bo albo nie było ortopedy, albo wyznaczali odległe terminy, nawet za kilka miesięcy. A kolano bolało coraz bardziej - wspomina. Nigdzie nie udzielono kobiecie pomocy. Ratunek przyszedł dopiero w... sklepie ze sprzętem ortopedycznym. - Tam pracownica usztywniła mi bolące kolano - mówi pani Małgorzata. Leczyła się na własną rękę środkami przeciwbólowymi, ale w końcu wybrała się do ortopedy. Termin wizyty refundowanej przez NFZ wyznaczono za kilka miesięcy. Nie było innego wyjścia - jedna prywatna wizyta załatwiła sprawę.

Podobnych przypadków w Świętokrzyskiem jest więcej. Do rekordów należy wszczepianie endoprotez stawu biodrowego i kolanowego. W szpitalu "Górka" w Busku-Zdroju dorośli pacjenci czekają na nie ponad dwa lata!
Podobnie jest z prowadzącą do ślepoty zaćmą. Na zabieg w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach czeka się prawie rok. - Mamy moce przerobowe i czas oczekiwania na zabiegi moglibyśmy skrócić do roku. Ale co mamy robić, skoro Narodowy Fundusz Zdrowia nie chce płacić za operacje? - pyta Jan Gierada, dyrektor szpitala na Czarnowie. Dodaje, że na zabiegi zgłaszają się coraz młodsi pacjenci. - Niektórzy mają po 40 lat, powinni zostać zoperowani szybko, żeby mogli normalnie pracować - mówi.
Gierada podkreśla, że tak długi czas oczekiwania na zabiegi jest mniej opłacalny. - Szybsza diagnostyka i leczenie to mniej powikłań i mniejsze koszty - mówi. Dodaje, że wielokrotnie apelował do dyrekcji świętokrzyskiego oddziału NFZ-etu o zwiększenie środków na pilne operacje. - Bo ja chcę leczyć po ludzku, ale fundusz mi to skutecznie utrudnia - zaznacza dyrektor.

Gazeta Wyborcza, 30.11.2009