W kwietniu minie rok, odkąd ruszył prestiżowy dla resortu zdrowia i rządu program "Ratujemy polskie szpitale", polegający na przekształcaniu lecznic publicznych w spółki, zwany planem B. Rząd oferował pieniądze na spłatę długów, a szpital miał opracować program naprawczy. Po zmianach placówka wciąż miała podlegać samorządowi. Ale - w przeciwieństwie do szpitala publicznego - nie mogła się już bezkarnie zadłużać, bo rozliczane z tego byłyby jej władze. Szpital-spółka mógłby też zarabiać np. popołudniami lecząc chorych za pieniądze - informuje METRO.
Propozycje minister zdrowia Ewy Kopacz nie skusiły jednak lokalnych urzędników. Od początku programu o pomoc ubiegało się zaledwie 17 samorządów. Umowy na udzielenie pomocy podpisano z sześcioma szpitalami. W tym roku miało być lepiej, a na długi zarezerwowano 350 mln zł. Jednak jak wynika z danych NFZ, od stycznia programem objęto zaledwie 12 samorządów. Większość
szpitali zainteresowanych dziś pomocą przekształcono jednak, zanim powstał program rządu, i urzędnicy chcą jedynie odzyskać wyłożone na spłatę długów pieniądze.

