Prywatyzacja szpitali wywołuje zawsze dużo emocji w naszym regionie. Na przykład w Czechach obywatele zagłosowali w zeszłym roku na partię socjalistów w znacznej mierze dlatego, aby powstrzymać prorynkowe reformy.
Na Węgrzech, próby prywatyzacji ubezpieczenia zdrowotnego również zostały powstrzymane poprzez opór polityczny. W Polsce również mamy podobne doświadczenia (wystarczy wspomnieć veto prezydenta dla ustawy, która spowodowałaby przekształcenie szpitali w spółki prawa handlowego).
Jednak teraz, kiedy kryzys finansowy rozgościł się na dobre na co najmniej kilka lat (niektórzy mówią o pięciu latach), państwa naszego regionu zostaną niejako zmuszone do sprzedaży swoich szpitali.
Można wymienić dwie główne przyczyny prywatyzacji szpitali:
- zła sytuacja finansowa szpitali,
- nadmierne zadłużenie samorządów - właścicieli szpitali, które nie są w większości w stanie pokrywać długów szpitali czy też przekazywać środki na niezbędne inwestycje (szpitale do 2012 roku muszą ponieść znaczne nakłady inwestycyjne).
Dzięki prywatyzacji samorząd pozbywa się balastu i jednocześnie otrzymane pieniądze ze sprzedaży szpitala może przeznaczyć na inne cele (np. edukację, zredukowanie zadłużenia itp.).
Według danych z raportu "Opportunities in Healthcare - Markets and Reform in Eastern Europe" spodziewana wartość przychodów ze sprzedaży szpitali w Polsce, Czechach, Grecji, Bułgarii, Rumunii i na Węgrzech, wzrośnie z 600 mln. EURO w 2006r. do 2 mld. EURO w 2013r.
Wzrost mógłby być znacznie większy, gdyby rządy tych państw potwierdziły skłonność swoich obywateli do prywatyzacji szpitali. Jednakże jak wspomniałam na wstępie, nasz region ma spore doświadczenie w torpedowaniu prorynkowych reform.

