TELEMEDICUS.PL



"ŻW": Prywatne placówki służby zdrowia upodabniają się do publicznych

Kilkutygodniowe kolejki do specjalistów, brak możliwości konsultacji w nagłych wypadkach, ignorowanie dolegliwości – tak wygląda codzienność w niepublicznych placówkach – czytamy w Życiu Warszawy.

Coraz więcej pacjentów w stolicy skarży się, że niepubliczne przychodnie coraz bardziej przypominają placówki państwowej służby zdrowia.
– Wstałem z łóżka z opuchniętą twarzą. Pojawił się na niej bolący ropień, pod którym zbierała się ropa. Wyglądałem koszmarnie – opowiada pan Michał, czytelnik „ŻW”. – Natychmiast zadzwoniłem do przychodni Lux Med, w której mam abonament. Usłyszałem, że nie mam szans na wizytę u specjalisty tego dnia. Pojechałem do publicznego szpitala, gdzie otrzymałem pomoc.

Przychodnia nie chce komentować sprawy: – Obowiązuje nas tajemnica lekarska – mówi Piotr Błaszczyński, członek zarządu ds. operacyjnych Lux Medu.

Sprawdziliśmy, jak to wygląda w innych prywatnych przychodniach. W Damianie wizyta u dermatologa czy chirurga odbyłaby się jeszcze tego samego dnia. Podobnie w Enel-Medzie. W Medicoverze lekarz przyjąłby, ale dopiero następnego dnia (na Okęciu).
Gorzej jest z planowymi wizytami. Czasem na konsultację u kardiologa, ginekologa czy urologa trzeba poczekać kilka tygodni. Skąd ten tłok?
– Na sytuację w prywatnej służbie zdrowia ma wpływ to, co dzieje się w publicznej – uważa Andrzej Włodarczyk, przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie. – Kolejki w publicznych placówkach są coraz dłuższe. Nic więc dziwnego, że więcej pacjentów, bojąc się o zdrowie, wybiera płatne usługi medyczne w niepublicznych placówkach. Ich też jest za mało i tam też brakuje specjalistów.
Sieciowe lecznice zapewniają jednak, że nad sytuacją panują. Ratują się, budując kolejne placówki. Np. Lux Med uruchomi za kilka miesięcy centrum medyczne przy ul. Postępu.

Życie Warszawy, 01.10.2009