
Dyskusje o finansowaniu służby zdrowia i właściwym podziale posiadanych zasobów stoją często na bardzo niskim poziomie merytorycznym. Temperatura dyskusji bliższa bywa histerii aniżeli racjonalnego dialogu. Niemal każdy kolejny spór, dotyczący rozmiarów koniecznych cięć w służbie zdrowia, wykazuje głębokie przywiązanie do bezrefleksyjnego założenia, że życie i zdrowie ludzkie jest bezcenne. W wymiarze etycznym to prawda. Tymczasem nasze poglądy etyczne w zderzeniu z koniecznością podejmowania decyzji na gruncie realnym, muszą przejść istotną metamorfozę. Nie mogą być rozważane na gruncie narzędzi etycznych lecz ekonomicznych. W każdym, nawet najbogatszym kraju, szczytna idea ratowania i przedłużania życia ludzkiego za wszelką cenę musi bowiem zmierzyć się z problemem ograniczoności zasobów finansowych przeznaczonych na ten cel. Trywialną prawdą jest przecież to, że żadne społeczeństwo nie byłoby skłonne przeznaczyć całego PKB na ochronę zdrowia. Na luksus zaspokojenia wszystkich potrzeb zdrowotnych nie mogą sobie pozwolić rządy najbogatszych państw świata. Dylematu opłacalności ratowania ludzkiego życia i zdrowia nie da się uniknąć, niezależnie od tego, czy na ochronę zdrowia przeznaczymy 6%, 9%, czy też 12% PKB.